Filmoteczka

SPOJRZENIE NA FILM

← Wszystkie artykuły

Diabeł ubiera się u Prady (2006) – Ile siebie trzeba oddać, żeby ktoś uznał nas za profesjonalistę?

Film: Diabeł ubiera się u Prady (2006)

Andy zdobywa pozycję w świecie mody, odkrywając, że zawodowe uznanie bywa budowane na regułach, których nie powinna bezrefleksyjnie przyjmować.

Tekst wygenerowany przez AI (GPT-6), skorygowany przez Gemini i zatwierdzony do publikacji przez redakcję.

„Diabeł ubiera się u Prady” (2006) – Ile siebie trzeba oddać, żeby ktoś uznał nas za profesjonalistę?

Uwaga: esej omawia ważne wydarzenia, decyzje Andy i zakończenie filmu.

Andrea Sachs przychodzi do redakcji magazynu „Runway” z przekonaniem, że moda nie jest dziedziną, którą warto traktować bardzo poważnie. Ma ambicje dziennikarskie i chce zdobyć doświadczenie. Praca asystentki Mirandy Priestly wydaje się etapem, który trzeba przetrwać, aby później znaleźć się bliżej właściwego celu.

Ale Miranda i jej otoczenie nie pozwalają traktować tego świata jak dekoracji.

David Frankel nakręcił komedię o miejscu pracy, w którym drobny błąd może mieć konsekwencje większe, niż powinien mieć, a kompetencja bywa mierzona gotowością do natychmiastowego poświęcenia życia prywatnego.

Miranda nie potrzebuje głośnych wybuchów, by dominować nad zespołem. Jej spokojne rozkazy i ledwie zauważalne gesty potrafią wywołać panikę. Wszyscy znają reguły, ale nie wszystkie zostały kiedykolwiek wypowiedziane na głos.

Najsilniejsza władza w pracy czasem polega na tym, że ludzie sami zaczynają przewidywać karę, zanim ktokolwiek zdąży ich skrytykować.

Andy początkowo nie rozumie tych oczekiwań. Nie zna mody, nie rozpoznaje znaczenia pewnych symboli i nie widzi sensu w dbałości o detale, które reszta redakcji uważa za oczywiste. W słynnym monologu o kolorze swetra Miranda pokazuje jej jednak, że nawet pozornie przypadkowy wybór ubrania ma związek z pracą wielu ludzi i ekonomią całej branży.

To ważny moment, ponieważ film nie sprowadza świata mody do próżności. Krytykuje kulturę pracy, nie samo istnienie zawodowej pasji.

Andy zaczyna nabywać nowe umiejętności. Zmienia wygląd, lepiej rozumie środowisko i coraz sprawniej wykonuje obowiązki. Widz może czerpać przyjemność z obserwowania jej rozwoju. Jest w tym prawdziwa satysfakcja: człowiek, który wcześniej nie potrafił się odnaleźć, zyskuje kompetencję i pewność ruchów.

Pytanie pojawia się później. Czy każda nowa umiejętność powinna być opłacona kolejnym ustępstwem wobec świata, w którym przyszło nam pracować?

Andy stopniowo poświęca czas przeznaczony dla bliskich, godzi się na coraz większą dyspozycyjność i uczy się uważać wymagania przełożonej za naturalne. Jej przyjaciele i partner nie zawsze reagują sprawiedliwie na zawodowe ambicje Andy, co czyni konflikt bardziej skomplikowanym. Nie można sprowadzić go do prostego hasła, że rozwój kariery jest z definicji zdradą relacji.

Ale trudno też nie dostrzec, że w redakcji „Runway” życie pracownika zaczyna być traktowane jak zasób należący do firmy.

Emily, starsza asystentka Mirandy, pokazuje cenę tej kultury z innej strony. Pracuje bardzo ciężko i wierzy w obiecaną nagrodę, szczególnie w możliwość wyjazdu do Paryża. Andy ulega presji i przyjmuje wyjazd, który pierwotnie miał przypaść koleżance. Nie jest to prosty spór między lepszą i gorszą osobą. To sytuacja, w której system zmusza ludzi do konkurencji o ograniczone uznanie.

W świecie tak zorganizowanym czyjś sukces bardzo łatwo staje się czyimś rozczarowaniem.

W Paryżu Andy zaczyna lepiej rozumieć Mirandę. Dostrzega, ile wyrzeczeń i politycznych umiejętności wymaga utrzymanie jej pozycji. Miranda funkcjonuje w branży, w której od kobiety sprawującej władzę oczekuje się zarówno nadzwyczajnej skuteczności, jak i cech uznawanych za bardziej „sympatyczne”. Wiele ocen, które padają pod jej adresem, prawdopodobnie brzmiałoby inaczej, gdyby stanowisko zajmował mężczyzna.

Nie oznacza to jednak, że podwójne standardy usprawiedliwiają krzywdzenie pracowników.

Właśnie to rozróżnienie film pozwala zachować. Można podziwiać kompetencję Mirandy, rozumieć presję, z którą się mierzy, a jednocześnie uznawać jej metody zarządzania za niezdrowe.

Andy dochodzi do momentu, w którym dalszy awans wymagałby pogodzenia się z konsekwencjami, których nie chce już akceptować. Rezygnuje z pracy. Nie dlatego, że nagle odkrywa, iż moda jest bezwartościowa. Przekonuje się raczej, że pewne rzeczy można wykonywać bardzo dobrze, nie chcąc spędzić przy nich całego życia.

To mniej efektowna odmiana sukcesu niż przejęcie sterów wielkiej redakcji, ale być może dla niej ważniejsza.

Dojrzałość zawodowa nie zawsze polega na udowodnieniu, że potrafimy spełnić każde wymaganie. Czasem polega na rozpoznaniu tego, którego nie chcemy już spełniać.

„Diabeł ubiera się u Prady” pozwala Andy odejść bez wymazania wiedzy, którą zdobyła. Jej doświadczenie pozostaje realne. To ona decyduje, jak je wykorzystać, zamiast pozwolić, by określało wszystkie pozostałe sfery jej życia.

Zobacz kartę filmu →