Filmoteczka

SPOJRZENIE NA FILM

← Wszystkie artykuły

Marsjanin (2015) – Nadzieja potrzebuje tabelki i ołówka

Film: Marsjanin (2015)

Mark Watney przeżywa dzięki pracy, wiedzy i współpracy ludzi, którzy nie godzą się, by został sam.

Tekst wygenerowany przez AI (GPT-6), skorygowany przez Gemini i zatwierdzony do publikacji przez redakcję.

Mark Watney zostaje sam na Marsie. Ma ograniczony zapas jedzenia, niesprawdzony plan przeżycia i ogromną odległość dzielącą go od wszystkich ludzi, których zna. Gdyby był bohaterem wielu innych filmów science fiction, prawdopodobnie wygłosiłby wielką mowę o własnym przeznaczeniu.

Watney zaczyna liczyć.

Sprawdza, ile ma zapasów, ile czasu może wytrzymać i jakie rzeczy znajdujące się w bazie da się wykorzystać inaczej, niż pierwotnie planowano. Jego zachowanie nie wygląda heroicznie w tradycyjnym sensie. Przypomina człowieka, który postanowił rozwiązać jedno trudne zadanie, a następnego dnia zająć się kolejnym.

Ridley Scott w „Marsjaninie” pokazuje, że właśnie w tym tkwi pewna odmiana odwagi.

Nadzieja nie zawsze jest uczuciem. Czasami jest decyzją, żeby mimo strachu wykonać następny rozsądny krok.

Film traktuje naukę z rzadko spotykanym w wielkim kinie szacunkiem. Wiedza nie służy tu jedynie wyjaśnieniu spektakularnego wynalazku w ostatnich minutach. Jest codzienną praktyką: pomiarem, próbą, pomyłką, korektą i kolejnym testem. Watney, botanik, próbuje uprawiać ziemniaki w środowisku, które wydaje się najmniej odpowiednim miejscem we wszechświecie do prowadzenia gospodarstwa.

Te sceny są zabawne, ale nie dlatego, że nauka zostaje sprowadzona do żartu. Uczą nas kibicować wynikowi, który w innych okolicznościach wydawałby się banalny: czy roślina przeżyje kolejny dzień?

Świat kina przyzwyczaił nas do katastrof rozwiązywanych przez jeden genialny gest. „Marsjanin” wciąż korzysta z hollywoodzkiego napięcia, lecz większość jego najlepszych momentów wynika z cierpliwości. Ktoś musi jeszcze raz przeliczyć dane. Ktoś sprawdza, czy sprzęt naprawdę wytrzyma. Ktoś przyznaje, że poprzedni pomysł okazał się błędny.

Nie istnieje tu jedna sztuczka, dzięki której wszystkie problemy znikają.

Watney jest też człowiekiem obdarzonym humorem. W trudnych chwilach żartuje, komentuje własne pomysły i prowadzi dziennik. Nie należy tego rozumieć jako dowodu, że samotność go nie dotyka. Żart bywa sposobem, by zachować własny głos w miejscu, gdzie nikt nie odpowiada.

Tym silniej działa jego późniejszy kontakt z Ziemią. Samo nawiązanie komunikacji jest czymś więcej niż technicznym sukcesem. Oznacza, że jego doświadczenie przestaje być opowieścią kierowaną wyłącznie do pustego pomieszczenia. Po drugiej stronie ktoś czyta, odpowiada i próbuje pomóc.

I właśnie tutaj „Marsjanin” zmienia się w film o wspólnocie.

Na Ziemi i w przestrzeni kosmicznej kolejne zespoły ludzi organizują ratunek. Inżynierowie, kierownictwo misji, załoga statku — każdy musi wnieść własną wiedzę i zaakceptować decyzje obarczone ryzykiem. Czasem spierają się o właściwą drogę. Ich konflikty nie wynikają jednak wyłącznie z potrzeby dramatycznego starcia. Pokazują, że nawet wśród osób chcących tego samego istnieją różne obowiązki i różne sposoby rozumienia odpowiedzialności.

Szczególne znaczenie ma pytanie, ile należy zaryzykować, by ratować jednego człowieka.

Można przecież zbudować argument oparty na kosztach, bezpieczeństwie innych astronautów i prawdopodobieństwie sukcesu. Film nie udaje, że wszystkie takie argumenty są bezwartościowe. Pokazuje jednak również intuicję, bez której trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek wspólnotę: nie należy porzucać człowieka tylko dlatego, że jego ocalenie jest skomplikowane.

To szczególnie piękne w epoce, gdy wielkie osiągnięcia technologiczne często przypisujemy pojedynczym nazwiskom. Watney jest zdolny i uparty, ale nie wróciłby bez ogromnej pracy ludzi, których większość widzów nie zapamięta z imienia. Potrzebuje nie tylko genialnych kolegów, lecz także instytucji gotowych przyjąć odpowiedzialność za trudne decyzje.

Oczywiście film upraszcza niektóre realia marsjańskiej fizyki i logistyki. Nie jest dokumentem ani instrukcją planowania wyprawy. Jego prawdziwość emocjonalna leży gdzie indziej: w uznaniu, że rozwiązywanie trudnych problemów jest procesem społecznym, nawet gdy jedna osoba wykonuje znaczną część pracy samotnie.

W finale przeżycie Marka nie sprowadza się do zwycięstwa nad obcą planetą. Mars pozostaje niegościnny. Człowiek nie podporządkował sobie natury jednym efektownym gestem. Udało się natomiast połączyć wysiłki tylu ludzi, by odwrócić sytuację, która wcześniej wyglądała na beznadziejną.

„Marsjanin” jest optymistyczny nie dlatego, że wszystko zawsze można naprawić. Jest optymistyczny, bo traktuje wiedzę, współpracę i upór jak rzeczy, które naprawdę mogą zmieniać los człowieka.

W największej samotności Watney nie czeka na cud. Zaczyna od policzenia ziemniaków. A gdzieś daleko od niego inni ludzie zaczynają liczyć drogę do domu.

Zobacz kartę filmu →